piątek, 10 maja 2013

Back to 80`s, czyli pulpeciki wołowe z szafranem



Jeśli mielibyśmy umieścić to danie w kontekście kulturowym, bez zbędnego wahania wskazalibyśmy lata osiemdziesiąte. Moda, muzyka, filmy - cała ta poplątana, plastikowa stylistyka pasuje jak ulał do pulpecikowej kompozycji smaków. Mieszanina stylów, kolorów, bogactwo... wszystkiego. 

Choć 80's są dość odległe od stylistyki, w której na co dzień sie poruszamy, mamy do nich wielki sentyment. Szczególną estymą darzymy muzykę, znamy i wyśpiewujemy przy gotowaniu wszystkie hity; "Self Control" czy "Sweet dreams" nucimy też podczas każdego rozrywkowego wieczoru. Tandetne, acz piękne stroje, obcisłe legginsy, skarpetki naciągnięte na getry, przeraźliwe tapiry, zarówno u pań, jak i u panów, zarówno w stylizacji rockowej, jak i różowo-słodkiej, punkowy pazur, namalowane kredką kocie oko, usta jak landrynki, kombinezony przypominające stroje do fitnessu, bandamki trzymające w ryzach lwie czupryny, pełen energii, szalony rock'n'roll i dicho porywające do tańca. Jon Bon Jovi krzyczący "you give love a bad name", niesamowicie różnorodny Queen i obcisłe spodnie Freddy'ego, chłopcy z U2, jeszcze piękni i młodzi, na dodatek giętki Michael Jackson, wywijająca fikołki Madonna, słodkie chłopaki z New Kids on the Block, w których skrycie kochała się Pani Sandman...

Skąd? Jak? Przecież w latach osiemdziesiątych mieliśmy dopiero powstać, ale gdy już powstaliśmy, chcąc nie chcąc zostaliśmy wciągnięty w tandetną atmosferę przedostatniej dekady wieku. Do dziś krążą legendy na temat prywatnych, rodzinnych występów Pani Sandman w stylu Olivii Newton - John Travolta. Mikrofon z ogórka, mamina szminka i metalowe cymbałki, przebieranki w za duże sukienki i wyśpiewywanie przebojów w języku, który w jej mniemaniu był angielskim (cóż począć, skoro czteroletnie Sandmaniątko znało tylko parę słów w angielszczyźnie, z flowerem, lovem i bjutifulem na czele). 

A pamiętacie "Powrót do przyszłości" (niedawno odświeżyliśmy sobie wszystkie części, zaśmiewając się do łez), "Ghost Busters" czy "Gliniarza z Beverly Hills"? Ech... Kasetę video z "Amerykańskim ninja", którą Tata Sandman przywiózł po krótkiej przygodzie z zarobkową emigracją, Pani Sandman katowała niemal co dzień, powtarzając ruchy karateki i walcząc z bratem na wycięte z kartonu gwiazdki ninja.

A obiad w stylu lat osiemdziesiątych? Dlaczego nie pulpeciki? Pasują doskonale. Jeśli się nie gryzie, znaczy, że pasuje. Ostre, słodkie, kwaśne, czerwone, zielone, kremowe, twarde, krojone, smażone, duszone. Totally 80`s :) 



Pulpeciki wołowe z szafranem

Składniki:
400 g udźca wołowego
1 szalotka
4 gałązki kolendry
1 papryczka chilli bądź łyżeczka suszonych płatków chilli
oliwa pomace
200 ml słodkiej śmietanki
100 g serka topionego o neutralnym smaku
szklanka ciepłego bulionu wołowego
szczypta nitek szafranu
szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej
łyżka soku z limonki
świeżo zmielone sól i pieprz


Porcje: 2
Czas: 30 min

Mięso drobno posiekać, doprawić solą, pieprzem, posiekaną kolendrą, szalotką i papryczką. Starannie wymieszać. Przygotować półmisek oraz miseczkę z chłodną wodą. Ręce zwilżyć wodą z miseczki (dzięki temu mięso nie będzie się kleić i będzie współpracować przy kształtowaniu)  i z niewielkich porcji mięsa sformować pulpeciki odkładać na półmisek, tak by się nie stykały. Na głębszej patelni rozgrzać niewielką ilość oliwy, smażyć wszystkie pulpeciki przez ok. 15 sekund do pożądanego zrumienienia (sami preferujemy ciemniejsze) Następnie zalać mięso bulionem, wolno gotować ok 10 min do całkowitego odparowania płynu.
W osobnym garnuszku przygotować kremowy sos. Podgrzewamy śmietankę, przed momentem wrzenia dodajemy śmietankowy serek, mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji. Ścieramy odrobinę gałki. Dodajemy sok z limonki oraz nitki szafranu. Mieszamy do czasu uzyskania żółtego koloru. Pulpeciki podajemy z ryżem (sugerujemy basmanti),  szafranowym sosem. Dekorujemy listkami kolendry, drobno posiekanym chilli i kilkoma nitkami szafranu.

Smacznego życzą,
Mr. & Mrs. Sandman






piątek, 26 kwietnia 2013

Czytam, więc jestem

Czytamy dużo i namiętnie. Czytamy w łóżku, czytamy w autobusie, czytamy w parku. Czytalibyśmy nawet w wannie, gdybyśmy takową posiadali. Od dziecięctwa czytaliśmy bardzo dużo – to książki, a nie Internet, nauczyły nas ortografii, poznawania świata, ciekawości. Podczas gdy inne dzieci w czasie ferii robiły sobie przerwy od czytania, my nadrabialiśmy „zaległości”. A kiedy budowaliśmy fortecę czy bawiliśmy się w Indian, nasi Indianie byli czytającymi Indianami :)

fot. Wojtek Oksztol/www.oksztol.com

Ech, gdybyśmy wtedy wiedzieli to, co wiemy dziś.... ech gdybyśmy wiedzieli, że będziemy kiedykolwiek wygłaszać kwestie w stylu "dziś sam jestem dziadkiem"... Niestety, nawet nie spostrzegliśmy, kiedy nasze dorosłe czytanie zamieniło się w „filtrowanie”, przerzucanie nagłówków, eliminację. Całość tekstu znajdziecie w materiale CZYTAM, WIĘC JESTEM na portalu Młody Wschód.
Nowy dzień zaczyna się na wschodzie, a pierwszą stronę książki należy przeczytać z twarzą zwróconą ku wschodowi. Niniejszy przyłączamy się do akcji portalu Młody Wschód promującej czytanie:). Bo czy nie wydaje Wam się, że czytanie stanie się coraz bardziej unikatową umiejętnością, "skillem", który możemy wpisać sobie do CV?
MW to świeża i pełna potencjału inicjatywa pięciu młodych żaków, studentów białostockiej polonistyki (aczkolwiek grono twórców jest bardzo mobilne i chłonne), którzy postanowili stworzyć portal, platformę do pisania o przestrzeni miasta, do komunikacji oraz działania. Dlaczego o tym piszemy? Bo Młody Wschód działa i wszędzie go pełno. Połowa naszego duetu sama zasilała kiedyś szeregi studentów filologii, dwie połowy zaś zazdroszczą pomysłu i plują sobie w brody (wyimaginowane i prawdziwe), że same nie wpadły na pomysł założenia studenckiego portalu internetowego. Dziewczyny i chłopaki wiedzą, że by żyć, trzeba być, a by być trzeba działać. I działają. Ech, gdybyśmy kiedyś byli tak mądrzy jak dziś?! Cóż, lata lecą i choć film "Wieczny student" darzymy trudnym do zdefiniowania sentymentem, na uczelnie nie zamierzamy już wracać. Swoje niespełnione ambicje będziemy przelewać na załogę Młodego Wschodu, i jak matki małych baletnic tudzież miss Sunshine wiernie im kibicować, ciesząc się sukcesem. 

fot. Wojtek Oksztol/www.oksztol.com

środa, 17 kwietnia 2013

Cake popsy i inne lizaki

Gdybyście zapytali, jakie słodycze najwyraźniej pamiętamy z zamierzchłych czasów naszego dzieciństwa, niechybnie odpowiedzielibyśmy: lizaki. Kiedy o dobre, amerykańskiej sławy batoniki było jeszcze raczej trudno w mniejszych miejscowościach (zresztą, lajony, snikersy czy marsy poznaliśmy wiele lat później, kiedy już nieco odrośliśmy od ziemi), prym na sklepowych półkach wiodły landrynki-malinki, nielubiane przez dzieci miętówki, raczki i kolorowe cukierki, jeszcze bez lekko kwaskowatego nadzienia w środku. I lizaki, tak, te przesłodzone okrągłe lizaki. Lizaki przypominające plasterek cytryny, które podnosiło się do góry, patrząc przez nie na słońce. Lizaki z wymalowanymi w środku kwiatkami. A potem pojawiły się „firmowe” chupa chupsy, we wszystko wmieszał się już Salvador Dali, co zmusiło nas do przedefiniowania rankingów ulubionych przysmaków i przewartościowania swojego życia.

Przy okazji kolejnego spotkania białostockich Geek Girls Carrots przypomnieliśmy sobie o ukochanych lollipopsach. Na produkcję lizaków co prawda się nie zdecydowaliśmy, wydaje nam się jednak, że cake popsy godnie zastąpiły przysmaki z dzieciństwa. Zaprezentowaliśmy dwie wersje: hiperczekoladową oraz marchewkowo-pomarańczową. Którą wybrały Karotki? Chyba nie trudno zgadnąć!

Podajemy gramaturę składników, kierując się (mniej więcej) przepisem Sweet Corner, z którego korzystaliśmy. Oczywiście, na koniec coś podsypaliśmy, pododawaliśmy, pokosztowaliśmy, znów podsypaliśmy – tak, że końcowa receptura naszych popsów jest nam nieznana. Ogólna zasada, jaką należy się kierować jest prosta: starajmy się uzyskać taką konsystencję masy, aby kulki były zwarte i twardawe. Co prawda, ciasto nasączone sokiem z marchewki trudniej się zlepiało, gwarantowało jednak eksplozję smaków. O przydatności do użycia zadecydowało dłuższe mrożenie marchewkowych popsów.






Cake pops


Składniki:
- 400 g ciasta (biszkoptu, murzynka etc.)
- 125 g serka mascarpone
- 100 g kremu czekoladowego
- 1 marchewka
- 2 pomarańcze
- 3 łyżki niskosłodzonego, dżemu pomarańczowego
- 200-300 g czekolady (np. pól na pół mlecznej i gorzkiej)
- dwie łyżki masła (ew. oleju)
- kolorowe posypki
- patyczki i styropian

Porcje: 20 cake popsów
Czas przygotowania: 45 minut + chłodzenie

Biszkopt przygotowywaliśmy wedle sprawdzonego biszkoptowego przepisu mamy Sandman. Po ostygnięciu ciasto kruszymy do miski na drobne okruchy, w oddzielnej miseczce zaś łączymy mascarpone z kremem czekoladowym, następnie dokładnie mieszamy z ciastem. Dodajemy dżem, ścieramy marchewkę i skórkę z uprzednio sparzonej wrzątkiem pomarańczy, kontrolując stopień nasączenia oraz uważając, aby ciasto nie było zbyt lepkie. Ciasto zagniatamy w kulę (lub dwie), zawijamy w folię spożywczą i wrzucamy do zamrażalnika na ok. 15 min. Następnie lepimy kulki o średnicy ok. 3-4 cm, układając je w odstępach na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i ponownie mrozimy, 15 min. lub dłużej. Teraz rozpuszczamy pokruszoną czekoladę z odrobiną masła (dzięki temu tak szybko nie zastygnie) w kąpieli wodnej. Każdą kulkę nadziewamy na patyczek (nie dalej niż do połowy) i zanurzamy w roztopionej czekoladzie, lekko otrzepując jej nadmiar. Następnie wbijamy cake popsa w styropian i po minucie obsypujemy go kolorową posypką. Gotowe!






poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Zupa szczawiowa na Twe bolączki

Stanowczo za rzadko gotujemy zupy! Bez bicia przyznajemy, że ostatnimi czasy uprawiamy ten proceder średnio raz w miesiącu. Za mało, wiemy. Zupy trzeba jeść. Wiemy. Zupy są zdrowe. WIEMY. No właśnie, obraz mamy Sandman stojącej nad głową, nieustępliwie grożącej palcem w oczekiwaniu na opróżnioną do dna miseczkę zupy, pojawił się jak z bicza trzasnął. Gdy już się zdecydujemy, achów i ochów nie ma końca, zachwyty trwają ze trzy dni, bo jak gotować zupę, to tylko w ilościach hurtowych. Nasze obiady, a niejednokrotnie także i kolacje, zdominowane są wówczas przez zupę. Po każdej łyżce, łypiąc spode łba (wara od mojej miseczki!), solennie obiecujemy poprawę, bierzemy siebie nawzajem na świadków, deklarując co raz to większe ilości przygotowywanej tygodniowo mikstury.

Ale, jeśli zupa to na prawdziwym bulionie. Nie jakiejś tam kostce. Nie jakiejś tam zawiesinie gotowanej na smutnym żeberku ze smutną marchewką. Prawdziwy, pyrkoczący kilka godzin bulion, esencjonalny, mocny, smakowity. Owszem, można przygotować na zapas, owszem można mrozić. Z przygotowanej zawczasu mikstury zdaża nam się korzystać. Sklepowe gotowce omijamy jednak szerokim łukiem. Zupa kojarzy nam się z wakacjami u dziadków, gdzie zupę można było zjeść na śniadanie, obiad i kolację; z domem, bo co domowe, winno być w domu przygotowywane. I to nie byle jak, naprędce, tylko z odpowiednim namaszczeniem i rytuałem. Niejednokrotnie w trakcie gotowania zdarza nam się dzwonić do wspomnianej mamy Sandman, pytając o trick i poradę, by przywołać smak, któregi w dzieciństwie tak unikaliśmy.

Wygląda więc na to, że aby magię dobrej zupy można było docenić, nie może ona pojawiać się zbyt rzadko.
W przypadku szczawiowej jesteśmy jednak w stanie wskazać pewną regularność. Pojawiała się na stole zwykle podczas wakacji. Cała rodzina zgodnie rozpoczynała od niej dzień, jeśli poprzedniego wieczoru z podlaską fantazją świętowano zakończenie sianokosów, żniw, często też wykopków. Kwaśna, gęsta, okraszona solidną porcją żeberek zupa szczawiowa stawiała na nogi, rozwiązywała języki, na powrót przywracała życie. Wszystkie inne sposoby na kaca w stylu kwasu z ogórków, kefiru czy herbaty z cytryną nijak się miały w starciu z parującym talerzem babcinej szczawiowej.

Syndrom dnia następnego nie był jednak powodem, dla którego sięgnęliśmy po tę zupę. To raczej syndrom domowego obiadu, pożądanie skierowane w stronę zupy tak sycącej, że z powodzeniem stanowiącej cały posiłek. Zobaczywszy u rzeźnika piękny kawałek żeberka, zdecydowaliśmy się w oka mgnieniu. Zalegające w piwnicy  słoiczki zasmażonego szczawiu - prezent od mamy Sandman - przechyliły szalę. Moment ten był również bardzo edukacyjny dla naszego związku: pomimo że znamy się już 11 lat, nie wiemy o sobie wszystkiego. Pani Sandman była bardzo zaskoczona szczawiem w słoiczku, w jej domu rodzinnym szczawiową przyrządzało się na świeżo, wyłącznie latem. Zakonserwowana kwaśność była domeną rodzinnych stron Pana Sandmana. Do dziś wspomina te czasy, gdy spędzał czas na boisku i zaganiany był do ścinania i segregowania szczawiu. Tu sprostowanie: choć pochodzi z rodziny o długoletnich kolejowych tradycjach, po szczaw nie wyprawiał się na żaden nasyp. Przydomowy ogródek miał specjalnie wydzielone szczawiowe miejsce. Dziś zdradzić możemy, iż selekcji nie dokonywał zbyt dokładnie, głębsza analiza, oddzielanie tego, co szczawiem było, a co zwykłym chwastem, zajmowało stanowczo zbyt dużo czasu, który tak dobrze można było spożytkować, grając w piłkę kopaną. Niniejszym przeprasza całą rodzinę, jeśli przez jego sportową ambicję zmuszona była skosztować chwastów :)

Dziś zabieramy Was w krainę  ganiającego za piłką Pana Sandmana, skrupulatnie segregującej szczawiowe liście ubranej  słomkowy kapelusz Pani Sandman oraz przywracającej wspomnienia, stawiajacej na nogi prawdziwej, wiejskiej  gęstej od mięsiwa i śmietany szczawiowej zupy.





Zupa szczawiowa

Składniki:
3 litry esencjonalnego bulionu
(nasz powstał na bazie 500g wieprzowych żeberek, 500g udek z kurczaka + włoszczyzny)
3 duże marchewki
2 pietruszki
4 ziemniaki
1/2 średniej wielkości bulwy selera
2 łodygi selera naciowego
garść posiekanego szczypiorku
700 - 800 ml zasmażonego, konserwowego, siekanego szczawiu
250 ml gęstej śmietany 18%
świeżo zmielona sól morska
świeżo zmielony czarny pieprz
4-6 listki laurowe
7-8 ziaren ziela angielskiego
łyżka masła

Czas: 40 min + czas przygotowania wywaru

Bulion odsączamy - wyjmujemy mięsną wkładkę, włoszczyznę blendujemy. Zagotowujemy na powrót, umieszczamy mięso. Wygodnie będzie, jeśli w międzyczasie pozbawimy je kości. Do gotującego się wywaru dodajemy listki laurowe, ziele angielskie, pokrojone w kostkę warzywa (bulwę selera, marchew, pietruszkę). W osobnym rondlu, na maśle przez ok. 3-4 min. podsmażamy łodygi selera naciowego, po czym umieszczamy je w zupie. Po ok. 20 min. gotowania dodajemy pokrojone w drobną  kostkę ziemniaki i gotujemy na średnim ogniu przez ok. 15 min. Gdy warzywa zmiękną, dodajemy szczaw oraz szczypiorek. Gotujemy przez 10 min., hartujemy śmietanę w osobnej miseczce i dodajemy do zupy. Doprawiamy solidną szczyptą soli i pieprzu. Podajemy z chrupiącą pajdą wiejskiego chleba.Tak przygotowana zupa szczawiowa powinna być sycąca i gęsta, zastępująca cały posiłek, zwłaszcza podczas niepewnej pogody.

Smacznego życzą,
Mr. & Mrs. Sandman





czwartek, 4 kwietnia 2013

Karotki migdałowe, czyli Sandmanowie wśród GGC

Idzie wiosna. Choć aura zupełnie na to nie wskazuje, a pierwsze zawiązki traw skrywają się głęboko pod białymi czapami śniegu, wiosnę czuć już w powietrzu. Kiedy cały blok jeszcze śpi, uchylamy okno i słuchamy ptaków, których trele zupełnie nie wskazują na to, że zabłądziły w drodze do ciepłych krajów. Pięknie śpiewają, więc musi być coś na rzeczy. Keep on waiting!
Skoro wiosna to warzywa i owoce. Skoro wiosna to kolory. Skoro wiosna to... marchewki! Sandmanowie wydali vol. 3 karotkowej składanki słodkości, czytaj: po raz trzeci pojawili się wśród cudnych, białostockich Karotek, tym razem na spotkaniu przedświątecznym, wielkanocnym karotkowym jajeczku. Marchewka okazuje się niezwykle wdzięcznym warzywem, co inspiracji daje niemało, smaków w sobie kryje wiele, a i współgra świetnie z innymi składnikami, w tym nowoczesnymi technologiami ;)  Nad propozycją na spotkanie Geek Girls Carrots nie zastanawialiśmy się więc długo, pozwalając ponieść się urokowi oraz swoistej popularności marchewek z ciasta. Nadzienie w postaci wiosennej sałatki zamieniliśmy jednak na niebiański krem migdałowy, który wykorzystaliśmy już, tworząc świąteczne eklerki, a który zawładnął naszymi sercami i nie pozwolił o sobie zapomnieć. Kwestie techniczne rozwiązaliśmy dzięki Delimammie i jej ryżowemu patentowi, tu specjalne ukłony w jej stronę :)
I tak oto stworzyliśmy, własnego pupila, słodkiego, marchewkowego Frankensteina, rurki, kruche ciasteczka z kremem, marchewki z kruchego ciasta z kremem migdałowym  - nazw tyle ile pytających o nią osób. W hołdzie kobietom lubującym się w nowoczesnych technologiach, nosić będą dumne imię Migdałowych Karotek. Przeznaczone dla osób powyżej/poniżej 18 -tego roku życia, gdyż migdalić się one kochają bardzo. Bo migdalenia troszkę z nimi jest, jednak skomplikowany proces produkcji wynagradzają w postaci pięknej prezencji, smukłych kształtów i kuszących, kremowych ogonków.




Karotki migdałowe

czyli marchewki z kruchego ciasta z kremem migdałowym


Ciasto:
250 g mąki pszennej
150 g zimnego masła
40 g drobnego cukru 
1 łyżeczka kardamonu
pół średniej marchewki
łyżka zimnej wody

Do posmarowania:
2 żółtka
łyżka mleka
pół łyżeczki koncentratu pomidorowego

Krem migdałowy:
250 g serka mascarpone
120 g śmietanki kremówki
100 g migdałów
kilka łyżek cukru
4 łyżki cukru pudru
+
świeża mięta

Czas przygotowania: 2 godziny
Porcje: ok. 20 marchewek o wysokości ok. 7 cm

Etap 1. Ciasto
Przygotowujemy klasyczne ciasto kruche. Hołdując marchewkowemu symbolizmowi, musimy jednak pójść na pewne ustępstwa. Dlatego też tarkujemy pół średniej marchewki, odsączamy sok, odstawiamy. Do miski wsypujemy mąkę, cukier, przyprawę, wrzucamy pokrojone w kostkę zimne masło, startą marchewkę, polewamy całość sokiem i łyżką wody. Łączymy składniki, rozcierając je w palcach, dokładnie rozdrabniając masło z mąką, aż powstaną niewielkie okruchy. Wtedy wszystko staramy się zagnieść w zwartą masę, zagniatamy ok. 5-10 minut, aż ciasto stanie się elastyczne i błyszczące. Zawijamy w folię spożywczą i wkładamy do lodówki przynajmniej na 30 minut. Po tym czasie ciasto wałkujemy bardzo cienko (kilka milimetrów) i wycinamy, np. okrągłym nożem do pizzy, paski o grubości ok. 1-1,5 cm.

Etap 2. Marchewkowe prototypy
Produkcja marchewkowych prototypów jest nieco skomplikowana, w związku z tym odsyłamy na bloga Delimammy, która wszystko wytłumaczyła obrazkowo. Spróbujemy jednak nieco kwestię prototypową wyjaśnić.

Potrzebne będą:
ok. 500 g ryżu
woreczki foliowe
folia aluminiowa
nitka

Słuchajcie uważnie! Do foliowych torebek wsypujemy ryż. Ile? Ano tyle, aby po odpowiednim, marchewkopodobym uformowaniu miały one wysokość ok. 7 cm. Zawiązujemy woreczek nitką, ucinamy niepotrzebną część torebki. Teraz dokładnie okręcamy woreczek folią aluminiową, szczelnie, dbając jednocześnie o to, aby prototyp zachował machewkowy kształt. Kiedy mamy już stożek, wyjmujemy z jego środka woreczek z ryżem, wsypujemy do stożka ryż (!), następnie górę prototypu zamykamy, zakładając na siebie niepotrzebną część folii. Uf, gotowe, model marchewki już mamy.

Etap 3. Kręcimy!
Następnie zalecane, acz nie konieczne (zależy w zasadzie od jakości folii), jest posmarowanie modeli margaryną i obsypanie kaszką manną, aby ciasto nie przywarło. Zaczynając od podstaw, czyli grubszego końca prototypu, zakręcamy paski ciasta na model, idąc ku czubkowi. Czubka nie należy zbytnio zaklejać, możemy pozostawić małą dziurkę. Jeśli ciasto nie będzie chciało się trzymać, możemy posmarować je odrobiną wody.

Etap 4. Pieczemy!
Zanim wsuniemy marchewki do piekarnika, musimy zadbać o kolorystykę, tym samym o wiarygodność naszych wypieków. Idąc za podpowiedzią Delimammy, wykonujemy miksturę z żółtek, mleka i koncentratu - nie zmieni to smaku ciasta, a zapewni przyjemną oku barwę. Zamiast smarować marchewki, zanurzmy je na sekundę w płynie, wtedy równomiernie nabiorą marchewkowego koloru.
Marchewki pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 st. C (termoobieg). Sposób pieczenia jest dowolny, jednak polecamy pomysł Pana Sandmana - marchewki umieszczamy w formach do muffin, na stojąco. Przypiekamy aż nabiorą złotego koloru i jeszcze dłużej aż ciasto solidnie się upiecze, min. 15 minut.

Etap 5. Ryż dla gołąbków!
Kiedy marchewki nieco wystygną, musimy pozbyć się z ich wnętrza prototypów z ryżem. Odklejamy delikatnie brzegi folii, aby nie zniszczyć konstrukcji. Wyciągamy z środka stożki.

Etap 6. Krem migdałowy
Na rozgrzanej patelni prażymy migdały z cukrem, uważając, aby się nie przypalił. Następnie należy zemleć je w młynku i odstawić do ostygnięcia. Ubijamy na sztywno zimną śmietankę, na koniec dodajemy cukier puder. W misce umieszczamy mascarpone, masę migdałową, delikatnie łączymy z bitą śmietaną - za pomocą miksera na najniższych obrotach. Masę umieszczamy w rękawie cukierniczym (lub torebce) i napełniamy nią marchewki. Przyozdabiamy listkami mięty. Gotowe!

Smacznego i marchewkowego życzą,
Mr. & Mrs. Sandman




niedziela, 31 marca 2013

O kurczę, już Wielkanoc?





W tym roku święta wielkanocne postanowiły zbytnio o sobie nie przypominać. Śnieżne zaspy, minusowe temperatury, mroźny wiatr sprawiają, że pod nosem wciąż nucimy sobie "last Christmas I gave you my heart", a bombki ze stojącej na balkonie choinki zdjęliśmy dopiero przed paroma tygodniami. W zasadzie takie święta lubimy - święta, w które opatulamy się w ciepłe palta, żeby nie zmarznąć, rzucamy śnieżkami, zamykamy się w kuchni, żeby gotować. Cóż z drobnych przesunięć czasowych? Cóż z tego, że już prawie kwiecień? Zresztą, Wielkanoc na Podlasiu obchodzi się dwa razy, a wiele osób świętuje zarówno w obrządku katolickim, jak i prawosławnym, jeśli więc Wielkanoc jest w tym roku raczej niewielkanocna - możemy to nadrobić w maju :)

Aby choć trochę wczuć się w wielkanocny klimat, zgłębialiśmy podlaskie tradycje (z efektami badań można zapoznać się tutaj), odwiedziliśmy coroczny jarmark, zaopatrzyliśmy się w piękne pisanki, zastanawialiśmy się, czy upiec pierwszy w życiu mazurek i spróbować pierwszy w naszej historii jego kęs. Zamiast posypki z cukru pudru może być śnieg, a co tam!
Wielkanoc to dla nas przede wszystkim symbol nowej pory roku, odrodzenia natury, zapowiedź dłuższych dni, czas rodzinnego biesiadowania i wspólnych spacerów. Nasi Drodzy, życzymy Wam więc:

ciepła (w serduchach),
słońca (zza chmur),
zacnych bab (co interpretować można dwojako),
smagania gałązkami w śmingusowy poniedziałek (pamiętajcie: która panna bardziej wysmagana, ta we wsi uwielbiana!),
rodzinnych chwil,
kulinarnych inpiracji i półek pełnych marzeń!
 
 
Ściskamy,
Mr. & Mrs. Sandman
 


czwartek, 28 marca 2013

Zupa krem (rybny) z kawiorem

Każde święto ma swoją tradycję, inną w każdym regionie. Podlasie zdążyło nasiąknąć specyficznym klimatem Wschodu, również kulinarnie, co widać szczególnie w okolicy Świąt Wielkiej Nocy. Gotuje się tu jaja w łupinkach cebuli, dzięki czemu nabierają charakterystycznego, brunatnego koloru, do koszyczka ze święconką wkłada się niemal całe śniadanie wielkanocne, a żur często zastępuje się zupą rybną. Kto nigdy nie jadł zupy rybnej, może nie uwierzyć w bogactwo wspaniałych aromatów, w przenikające się smaki, jednym słowem - w jej wyśmienitość. Klasyczną ukraińską uchę zamieńmy jednak w elegancki krem z dodatkiem kawioru oraz ogłośmy nadejście nowej świeckiej tradycji!




Zupa krem rybny z kawiorem


Składniki:
1,5 kg dzwonków, głów z 3 gatunków ryb (np. łosoś, pstrąg, szczupak)
2,5 litra wody
duża cebula
2 marchewki
łodyga pora
pietruszka
½ selera
100 ml gęstej śmietany do podania,np. 18% bądź gęstego, greckiego jogurtu
100 g kawioru
4 łyżki oleju Kujawskiego ze smakiem (czosnek)
sól i biały pieprz
3 liście laurowe
6 ziaren ziela angielskiego
2 łyżki soku z cytryny

Porcja: 10
Czas: 160 minut

Zaczynamy od bulionu. Części ryby, głowy (bez oczu) grzbiety, brzuszki, dzwonki dokładnie myjemy. Umieszczamy w garnku wraz z listkami i zielem, zalewamy zimną wodą. Zagotowujemy, a następnie gotujemy na niewielkim ogniu przez 2 - 2,5 godz. Co jakiś czas uzupełniamy zredukowany płyn. W międzyczasie przygotowujemy warzywa. Cebulę i pora siekamy, seler, marchew i pietruszkę ścieramy za pomocą obieraczki lub tarki. Gotowy bulion przecedzamy. Odzielamy mięso od ości, odstawiamy. W garnku z szerokim dnem rozgrzewamy olej, smażymy na nim cebulę, po chwili dodajemy pozostałe warzywa, mieszamy. Po ok. 3 min., gdy smaki się przegryzą, zalewamy warzywa bulionem. Gotujemy przez ok. 20 min. Umieszczamy w garnku mięso z ryby, doprawiamy sokiem z cytryny. Zdejmujemy z ognia. Blendujemy na gładką masę. Zagotowujemy, doprawiamy solą i białym pieprzem. Podajemy z kleksem gęstej śmietany, łyżeczką kawioru i chrupiącymi tostami.

Smacznego życzą,
Mr. & Mrs. Sandman






Ebook Wielkanoc 2013
Przepis jest częścią projektu przygotowanego wspólnie z serwisem zPierwszegoTloczenia.pl Powyższą recepturę oraz 9 innych naszych propozycji, dedykowanych wielkanocnemu świętowaniu, znajdziecie w e-booku "Wielkanocna książka kucharska", której mamy przyjemność być współautorami.
Bierzcie z tego wszyscy, dzielcie się i przygotowujcie się na Tą, najważniejszą niedzielę w roku  :)

Książka dostępna jest do darmowego pobrania po kliknięciu w baner.



środa, 27 marca 2013

Mus z białej czekolady z malinami


Kiedy rozwijamy sreberko z czekoladą, oboje wiemy, że czeka nas jedyny słuszny scenariusz. Pan Sandman już nawet nie dziwi się temu, że wystarczy chwila jego nieuwagi, aby cała tabliczka zamieniła się w zaledwie kilka kawałków. Na nic zdają się tłumaczenia jego wybranki, opowieści o gołębiach, porywających słodycze ze stołu, dzikich kotach gustujących w czekoladzie czy w końcu robienie niewinnej minki. Czy musimy więc tłumaczyć, że czekolada to punkt programu świątecznego stołu, element tak nieodłączny jak zajączek, pisanka i śmingusowo-dyngusowe figle? Zamiast tradycyjnej tabliczki zdecydowaliśmy się jednak na mus z białej czekolady z malinami. Na szczęście dla Pana Sandmana podany w pucharku lub kieliszku deser znacznie łatwiej upilnować...







Mus z białej czekolady z malinami


Składniki:
300 g białej czekolady
sól morska
50 g drobnego cukru
6 dużych jajek
300 ml śmietany kremówki
kubek malin

Porcje: 8
Czas: 1 godzina


Czekoladę łamiemy na małe kawałeczki i roztapiamy w kąpieli wodnej (czyli: w miseczce na garnku z gotującą się wodą, na małym ogniu), dodając uprzednio szczyptę morskiej soli. Kiedy czekolada dokładnie się rozpuści odstawiamy ją do wystygnięcia. Jednocześnie oddzielamy żółtka od białek i ucieramy żółtka z cukrem aż ten się rozpuści - masa będzie puszysta i niemal biała. Następnie ubijamy białka ze szczyptą soli, a potem - śmietankę kremówkę. Do kremu z żółtek powoli dodajemy czekoladę, delikatnie mieszając. Potem bardzo subtelnie łączymy z pozostałymi składnikami bitą śmietanę, a na końcu - pianę z białek. Mus wlewamy pucharków lub kieliszków, dekorując malinami. Owoce przełamią słodycz białej czekolady, jednocześnie podkreślając jej smak.

Smacznego życzą,
Mr. & Mrs. Sandman








Ebook Wielkanoc 2013

Przepis jest częścią projektu przygotowanego wspólnie z serwisem zPierwszegoTloczenia.pl Powyższą recepturę oraz 9 innych naszych propozycji, dedykowanych wielkanocnemu świętowaniu, znajdziecie w e-booku "Wielkanocna książka kucharska", której mamy przyjemność być współautorami. Bierzcie z tego wszyscy, dzielcie się i przygotowujcie się na Tą, najważniejszą niedzielę w roku  :)

Książka dostępna jest do darmowego pobrania po kliknięciu w baner.




wtorek, 26 marca 2013

"Apetyt na Sztukę" Pierwsza wystawa blogerskiej fotografii kulinarnej

Czy zdjęcie sorbetu może być piękne? Ile sztuki w fotografii pomidora? Czy zdjęcie jaj faszerowanych może poruszać? Po wernisażu wystawy fotografii kulinarnej “Apetyt na Sztukę” odpowiedzi na te pytania nie będą stanowiły problemu.


fot. Piotr Narewski/fakty Białystok


Wernisaż pierwszej w Białymstoku (a prawdopodobnie również w Polsce) wystawy blogerskiej fotografii kulinarnej “Apetyt na Sztukę” można umieścić już na półce z napisem “historia”. To jednak jedna z tych historii, do której często będziemy ( my czyli organizatorzy: Sandmanowie i Kulinarki) wracać pamięcią, chociażby przy okazji kolejnych eventów Zainteresowanie białostoczan wystawą, zdjęciami kulinarnymi stanowi “produkt uboczny” rosnącego prestiżu gotowania. Popularność tematyki kulinarnej pozwala nam nam śmiałość w planowaniu tego typu wydarzeń w przyszłości.


fot. Piotr Narewski/fakty Białystok


fot. Piotr Narewski/fakty Białystok


fot. Piotr Narewski/fakty Białystok


Swoje prace zaprezentowali autorzy blogów: Banana pepper, Chili czy wanilia, Sweetshoop, Na Cztery widelce, Gotuj z Misiem, Twardy Szparag, Z miłości do jedzenia, Kopalnia Smaków, Same Dobre Rzeczy, Eko Quchnia i Mr. & Mrs. Sandman - łącznie 33 fotografie. Nie stawialiśmy żadnych ograniczeń tematycznych. Na wystawie zaprezentowaliśmy zarówno fotografie chleba, słodkich wypieków, jak i wytrawnych przekąsek. Zaskoczyć mogła nie tylko frekwencja, ale również podejście gości do pokazanych prac. Wchodzono ze sobą w dyskusje na temat wyższości bułki z makiem nad sorbetem, na temat kompozycji, formy, kontrastów, kolorystycznych zestawień, do fotografii podchodząc w sposób analityczny, doceniając warsztat artysty, jak i przedstawioną przez niego potrawę. Dzięki temu można było poczuć się, jak w prawdziwej galerii sztuki...


fot. Piotr Narewski/fakty Białystok


fot. Piotr Narewski/fakty Białystok





Czym kierowano się, wybierając zwycięzcę w plebiscycie na Najsmaczniejszą Fotografię? Kompozycją, formą, nasyceniem kolorów czy może własnym... apetytem? Oko oraz kubki smakowe przybyłych gości pobudziło zdjęcie autorstwa  naszych skromnych osób - Verrines w kieliszkach, czyli prostej, acz efektownej przystawki z serkiem, kiełkami i łososiem. Jeśli w kontakcie z fotografię kulinarną przypominamy sobie smaki dzieciństwa lub w wyobraźni sięgamy po wyimaginowaną łyżeczkę, oznacza to sukces fotografa.





Sekrety fotografii
Jednym z ważnych punktów wieczoru było również wystąpienie Przemka Sejwy ze Studio Wasabi. Profesjonalista specjalizujący się m.in. w fotografii kulinarnej zdradził, jak powstają zdjęcia, które widzimy w magazynach, reklamach oraz książkach kucharskich oraz podpowiedział, jak sprawić, aby nasze potrawy na fotografiach wyglądały jeszcze bardziej apetycznie. Sukces fotografa to ukazanie w piękny sposób dania, które ze swojej natury często jest niefotogeniczne (jak np. zupy, które sfotografować jest bardzo ciężko).
Czym różni się typowa wystawa w galerii sztuki od wystawy fotografii kulinarnej organizowanej przez blogerów? Degustacją zamiast wina! Bo nic tak nie pomaga w odbiorze sztuki, jak puszyste muffinki, rurki z niebiańskim kremem, sezamowe ciasteczka, mus czekoladowy z malinami.


fot. Piotr Narewski/fakty Białystok



Wystawa zorganizowana przy pomocy OKI DOKI art, am coś tam, Przemka Sejwy ze Studio Wasabi oraz nfoto będzie dostępna do obejrzenia co najmniej do końca miesiąca.

W tym momencie jeszcze raz serdecznie dziękujemy sponsorom, bez których cały projekt z pewnością wyglądałby inaczej: Jesteście wielcy, dziękujemy!





Jak było? Po co to wszystko? Czy ktoś to w ogóle oglądał? Sprawdzić możecie dzięki tym videorelacjom.  Niezmiernie cieszymy się, że tendencja jest wzrostowa i tym razem są to aż 3 relacje. Obserwujemy wzrost zainteresowania kulinariami nie tylko wśród hobbystów i pasjonatów ale również w mediach, które to zaczynają widzieć w tym temacie inspirację do interesujących materiałów. TV Białystok, fakty Białystok i Wojtek Oksztol/Kulinarne Portrety - jesteście wspaniali a my jesteśmy zobowiązani!
Dzięki uprzejmości red. Konrada Sikory i radia Akadera mieliśmy przyjemność odbyć "pierwszą wizytę z blogiem w radiu". Blogowi bardzo się podobało, nam również gdyż nie mogliśmy przestać nawijać i tylko konieczność przeczytania serwisu informacyjnego wygoniła nas ze studia...













poniedziałek, 25 marca 2013

Tatar z łososia na łodygach szczypiorku


Zajęcia techniczne były szkołą życia! Zimą na lekcjach uczyliśmy się dziergać serwetki na szydełku, robić szaliki na drutach, przyszywać guziki. Kiedy jednak przychodziła wiosna, wychodziliśmy do szkolnego ogródka. Największą frajdę dawały nam jednak... doniczka i cebulki. Cebulkę sadziło się w ziemi, codziennie się ją podlewało i pielęgnowało. Czy hodowanie szczypiorku może być emocjonujące? Oczywiście! Każdy z uczniów niecierpliwie przyglądał się podpisanej swoim imieniem doniczce, pragnąc, by szczypiorek wyrósł jak najszybciej. Obstawialiśmy wyniki, stawiając na szczęśliwe kłącze gumę do żucia, co to były za czasy! Po co o tym piszemy? Aby pokazać, że szczypiorek nie musi być nudny. A w czasie świąt monopolu na niego nie mają tylko jaja z majonezem. Rumieńców nabiera w zgoła innym połączeniu - z tatarem z łososia.



Tatar z łososia na łodygach szczypiorku


Składniki:
400 g świeżego filetu z łososia bez skóry
łyżka Oleju Kujawskiego z pierwszego tłoczenia
łyżeczka sosu Worcester
dwie łyżki wytrawnego wina Riesling
drobny pęczek szczypiorku
sól i świeżo mielony pieprz

Porcje: 2
Czas: 10 minut + 30 minut na schłodzenie

Wybieramy najładniejszą, środkową część filetu z łososia, wycinamy ciemniejsze miejsca. Kroimy rybę na cienkie plasterki, następnie siekamy na drobne kawałeczki. Łączymy mięso z odrobiną oleju, sosem Worcester oraz winem, doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Dokładnie mieszamy, aby wszystkie składniki połączyły się. Przystawka jest klasyczna, elegancka winna więc się odpowiednio prezentować. Układamy tatar warstwami w okrągłej foremce (jeśli nie mamy pod ręki silikonowej, posłużmy się słoiczkiem lub niewielkich rozmiarów miseczką). Na ⅓ oraz ⅔ wysokości układamy ciasno przycięte łodygi  szczypiorku. Odstawiamy do lodówki na min. 30 min. Podajemy schłodzony w towarzystwie lampki białego, wytrawnego wina.


***
Do tatara używamy świeżej, nigdy nie mrożonej ryby. Można kupić gotowy filet, warto jednak pokusić się o samodzielne filetowanie. Tusza jest tańsza a z niewykorzystanych elementów (głowy, ogona, grzbietu) przyrządza sie znakomitą zupę. Po czym poznać świeżą rybę? Przede wszystkim w sklepie winna być przechowywana na lodzie. Oczy ryby mają być błyszczące, skrzela czerwone zaś łuski gładkie, niepokryte dużą ilością śluzu.

Smacznego życzą,
Mr. & Mrs. Sandman






Ebook Wielkanoc 2013
Przepis jest częścią projektu przygotowanego wspólnie z serwisem zPierwszegoTloczenia.pl Powyższą recepturę oraz 9 innych naszych propozycji, dedykowanych wielkanocnemu świętowaniu, znajdziecie w e-booku "Wielkanocna książka kucharska", której mamy przyjemność być współautorami.
Bierzcie z tego wszyscy, dzielcie się i przygotowujcie się na Tą, najważniejszą niedzielę w roku  :)

Książka dostępna jest do darmowego pobrania po kliknięciu w baner.



niedziela, 24 marca 2013

Zrazy wołowe z jajkiem w bekonowym garniturku

Wołowina dopiero nieśmiało debiutuje na polskich stołach, a my raczkujemy w tematyce jej przyrządzania, obróbki i podania. Święta są więc idealnym momentem na stanięcie w szranki ze swoim strachem oraz stawienie czoła... pięknemu kawałkowi wołowej polędwicy. Nic bowiem nie uwieńczy tak świątecznego dnia, jak porcja aromatycznej, miękkiej wołowiny, przesadą nie będzie też plasterek boczku, jajko zaś - li i jedynie koniecznym podczas wielkanocnych obchodów dodatkiem. Wyobrazić sobie wystarczy zdziwione spojrzenie teściowej i zakochane wejrzenie teścia - Święta będzie można zaliczyć do udanych.





Zrazy wołowe z jajkiem w bekonowym garniturku



Składniki:
600 g polędwicy wołowej (4 plastry o gramaturze ok. 150 g)
2 jajka
4 cieniutkie plastry chudego, wędzonego bekonu
2 łyżki oleju  Kujawskiego z pierwszego tłoczenia
świeżo zmielona sól morska i czarny pieprz
4 łyżki miękkiego masła
2 łyżki posiekanych ziół (szczypiorek, natka pietruszki)

Porcje: 2
Czas: ok. 25 min

Jaja gotujemy na twardo, schładzamy, obieramy ze skorupki, przekrajamy wzdłuż. Połówki jajek owijamy ciasno plastrami bekonu. Masło łączymy z posiekanymi ziołami. Miso kroimy w centymetrowe plastry, przy pomocy tłuczka oraz folii spożywczej (okrywanie mięsa folią zapobiega odpryskom) rozbijamy je na 3-4 mm. Na płatach rozkładamy połówki jajek w bekonowym garniturku. Zwijamy zrazy, zaczynajc od boków, następnie wzdłuż . Dociskamy dłońmi, w razie potrzeby spinamy wykałaczką. Mięso skrapiamy olejem, obficie oprószamy solą i pieprzem z każdej strony. Rozgrzewamy piekarnik do 200 st. C (termoobieg). Idealnym rozwiązaniem jest użycie patelni, którą można umieścić w piekarniku, dzięki czemu mięso nawet przez chwilę nie traci temperatury. Jeżeli nie mamy takowej, używamy dwóch naczyń: patelni i brytfanki.
Na mocno rozgrzaną patelnię wylewamy łyżkę oleju, smażymy zrazy przez minutę, obracając je co kilkanaście sekund. Podsmażone z zewnątrz mięso umieszczamy w piekarniku na ok. 5 min. Kiedy mięso rozpada się pod naciskiem widelca, jest gotowe. Podajemy z plasterkami ziołowego masełka, które rozpuszczając się na gorącej potrawie, nada jej niepowtarzalnego charakteru.


***
W bardzo łatwy sposób można stworzyć domowe masełka smakowe. Miękkie masło wystarczy połączyć (przy pomocy własnych dłoni) z wybranymi dodatkami: listkami mięty, skórką z cytryny, posiekaną papryczką chili, ziołami. Następnie zawijamy je w papier do pieczenia, formujemy rulon i skręcamy z obu stron jak cukierek. Takie masełko można przechowywać w zamrażarce przez kilka miesięcy, korzystając doraźnie, gdy tylko zajdzie taka smaczna potrzeba.


Smacznego życzą,
Mr. & Mrs. Sandman



Ebook Wielkanoc 2013
Przepis jest częścią projektu przygotowanego wspólnie z serwisem zPierwszegoTloczenia.pl Powyższą recepturę oraz 9 innych naszych propozycji, dedykowanych wielkanocnemu świętowaniu, znajdziecie w e-booku "Wielkanocna książka kucharska", której mamy przyjemność być współautorami.
Bierzcie z tego wszyscy, dzielcie się i przygotowujcie się na Tą, najważniejszą niedzielę w roku  :)

Książka dostępna jest do darmowego pobrania po kliknięciu w baner.



sobota, 23 marca 2013

Tarta bakaliowa na podstawie "panforte"


Orzechy, owoce kandyzowane, miód, cynamon pysznią się w bożonarodzeniowych ciastach i babach, zawłaszczają sobie świąteczne menu, obezwładniają wyobraźnię i zmysły. Wystarczy zapalić świece, powiesić na choince zdobione bombki - wiemy już, że nadeszły długo oczekiwane Święta. A gdyby tak... zamienić gałązki świerku na wiosenne kwiaty, a bombki na pisanki? Schować do szuflady obrus w renifery i wyciągnąć serwetki z aplikacją w tulipany? Jesteśmy bowiem przekonani, że bakalie to składnik typowo świąteczny, który równie dobrze odnajdzie się w wielkanocnej stylizacji, dumnie prezentując się w towarzystwie mazurków i lukrowanych baranków.





Tarta panforte


Składniki:
240 g mąki pszennej
60 g cukru
130 g margaryny Palma z Kruszwicy
3 łyżki zimnej wody
150 g orzechów (np. włoskie, migdały, laskowe)
150 g owoców kandyzowanych
½ szkl. miodu
100 ml śmietanki kremówki
5 łyżek cukru pudru
łyżeczka cynamonu

Porcje: 12
Czas: 1,5 godziny + chłodzenie

Sekretem przygotowania idealnej tarty jest... temperatura! Dzięki zawartości tłuszczu ciasto może pochwalić się pożądaną kruchością. W temperaturze pokojowej spód tarty zaczyna mięknąć, dlatego też pomiędzy kolejnymi etapami niezbędne jest jego schładzanie. Dzięki temu ciasto zgęstnieje, jednocześnie zachowując kruchość, a my z łatwością je rozwałkujemy. Jeśli zaś zależy nam na czasie, możemy wsunąć tartę na chwilę do zamrażalnika.

Do miski wsypujemy mąkę, cukier, wlewamy 3 łyżki wody i dodajemy pokrojoną w kostkę zimną margarynę. Składniki rozdrabniamy w palcach, aż uzyskamy drobne okruchy. Następnie zagniatamy ciasto - stanie się elastyczne i gładkie. Zawijamy je w folię spożywczą i wkładamy na pół godziny do lodówki. Po tym czasie wałkujemy i wykładamy nim wysmarowaną margaryną i posypaną kaszą manną formę do tart (średnica 28 cm). Wsuwamy do lodówki na kolejne pół godziny, a po wyjęciu nakłuwamy powierzchnię ciasta, aby nie urosło i zamykamy je w nagrzanym piekarniku. Pieczemy 20 minut w temperaturze 180 st. C (termoobieg). Teraz możemy przygotować nadzienie! Prażymy orzechy na rozgrzanej patelni, a w garnuszku rozpuszczamy miód, dodając śmietankę, cukier puder i cynamon. Kiedy spód tarty się upiecze, wysypujemy orzechy oraz owoce i zalewamy je miodową masą. Dopiekamy jeszcze 40 minut w temperaturze 140 st. C.

Smacznego życzą,
Mr. & Mrs. Sandman







Ebook Wielkanoc 2013

Przepis jest częścią projektu przygotowanego wspólnie z serwisem zPierwszegoTloczenia.pl Powyższą recepturę oraz 9 innych naszych propozycji, dedykowanych wielkanocnemu świętowaniu, znajdziecie w e-booku "Wielkanocna książka kucharska", której mamy przyjemność być współautorami. Bierzcie z tego wszyscy, dzielcie się i przygotowujcie się na Tą, najważniejszą niedzielę w roku  :)


Książka dostępna jest do darmowego pobrania po kliknięciu w baner.



czwartek, 21 marca 2013

Terrina z fasolką szparagową i szpinakiem


“Nie będę jeść szpinaku! Fasolka?! Ani mi się śni!” Ze wstydem przyznajemy, że także nam zdarzały się okresy kulinarnej dywersji, podczas których przed warzywami chowaliśmy się po kątach. Teraz wspominamy niechlubne czasy tchórzliwego “niejadztwa” ze wstydem. Szpinak? Pyszny! Fasolka szparagowa? Rarytas. Testujemy więc przeróżne kombinacje i połączenia, co raz zaskakując siebie nawzajem wynikami. Ostatnie odkrycie, terrina z kurczaka przeplatana fasolką i szpinakiem, zasługuje na miejsce przy świątecznym stole.





Terrina z kurczaka ze szpinakiem i fasolką szapargową


Składniki:
500 g filetu z kurczaka
100 g białego pieczywa tostowego*
150 ml śmietany kremówki
2 białka jaj
300 g świeżych liście szpinaku
200 g mrożonej fasolki szparagowej
14 plasterków chudego,wędzonego boczku
4 ząbki czosnku
sól
pieprz

Porcje: keksówka o wymiarach 22 cm x 12 cm
Czas: 90 minut

Chleb (bez skórki) kroimy w drobną kostkę i zalewamy kremówką połączoną z białkiem. Odstawiamy miseczkę na 30 min. Wrzucamy fasolkę szparagową na wrzątek, gotujemy do miękkości, ok. 5 min., odsączamy. Podsmażamy liście szpinaku na rozgrzanej oliwie, dodajemy dwa drobno pokrojone ząbki czosnku, dwa przeciskamy przez praskę, po kilku minutach masę odsączamy. Rozdrabniamy pieczywo w kremówce. Następnie miksujemy pokrojone na drobne kawałki mięsa doprawione solą i pieprzem, dodajemy chleb i ponownie miksujemy. Keksówkę wykładamy papierem do pieczenia, po czym wyściełamy dno i boki formy boczkiem tak, aby plasterki zwisały poza jej krawędzie. Napełniamy formę połową kurczakowej masy, wygładzamy jej powierzchnię, wykładamy szpinak, na nim zaś ciasno układamy wzdłuż fasolkę - wyglądem przypomina to nieco tratwę - następnie resztę kurczaka i zawijamy terrinę zwisającymi końcówkami plastrów boczku. Przykrywamy folią aluminiową. Pieczemy ok. 50 minut w 160 st. C (termoobieg). Przed przystąpieniem do krojenia terrinę powinniśmy schłodzić. Doskonale smakuje na grzankach, chrupiącej bagietce, w towarzystwie np. sosu tatarskiego.

* Patent z chlebem tostowym podpatrzony w programie Anny Olson: Sezon na świeżość 2

Smacznego życzą,
Mr. & Mrs. Sandman









Ebook Wielkanoc 2013Przepis jest częścią projektu przygotowanego wspólnie z serwisem zPierwszegoTloczenia.pl Powyższą recepturę oraz 9 innych naszych propozycji, dedykowanych wielkanocnemu świętowaniu, znajdziecie w e-booku "Wielkanocna książka kucharska", której mamy przyjemność być współautorami.
Bierzcie z tego wszyscy, dzielcie się i przygotowujcie się na Tą, najważniejszą niedzielę w roku  :)

Książka dostępna jest do darmowego pobrania po kliknięciu w baner.

wtorek, 19 marca 2013

Eklerki migdałowe na Wielkanoc


Przysłowia, które mówią o miłości trwającej całe życie, z całą pewnością odnoszą się do... eklerek. Nasze uczucie do eklerek zrodziło się bowiem już w dzieciństwie, kiedy po niedzielnym spacerze wstępowaliśmy po nie do małej cukierni. Choć w czasie Świąt spacer jest jak najbardziej wskazany, obierzmy sobie inny cel, a eklerki zróbmy sami. Delikatność ciasta i zaskakujący smak migdałowego kremu czyni je godnym wielkanocnego stołu deserem, na który skuszą się nie tylko najmłodsi...





Eklerki migdałowe


Składniki:
100 ml pełnego mleka
150 ml wody
170 g mąki
110 g margaryny Palma z Kruszwicy
4 jaja

120 g płatków migdałowych
4 łyżki cukru
120 g śmietanki kremówki
250 g serka mascarpone
4 czubate łyżki cukru pudru

Porcje: 12
Czas: 60 minut

Wbrew pozorom ubicie śmietany jest nie lada sztuką! Najważniejszą kwestią jest temperatura śmietanki - ciepła czy letnia, przechowywana w temperaturze pokojowej nie ubije się. Eksperci podpowiadają, że śmietanę należy chłodzić nawet dobę przed ubijaniem. My podpowiadamy też, że dobrym pomysłem jest schowanie śmietanki na 10 minut przed ubijaniem w zamrażalniku, uważając jednak, by jej nie zamrozić. Warto schłodzić także misę od miksera oraz końcówki do ubijania.


W rondelku podgrzewamy wodę, mleko, margarynę oraz cukier, gotujemy na małym ogniu aż margaryna dokładnie się rozpuści. Zdejmujemy garnuszek z ognia i dosypujemy mąki, powoli mieszając. Odstawiamy do wystygnięcia, następnie dodajemy jajka, mieszamy - masa stanie się gładka, lekko klejąca. Ciasto przekładamy do szprycy, po czym wyciskamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia eklerki o wymiarach ok. 8x3 cm. Wsuwamy je do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 st. C (termoobieg) i pieczemy przez 20-30 minut. Teraz możemy przystąpić do przygotowania kremu! Płatki migdałów prażymy na rozgrzanej patelni z 4 łyżkami cukru aż lekko zbrązowieją, po czym mielimy je w młynku. Ubijamy śmietanę kremówkę, pod koniec wsypując 4 łyżki cukru pudru, dodajemy serek mascarpone i migdały. Jeśli ciasto już wystygło, przekrajamy je na pół. Krem przekładamy do szprycy, po czym wyciskamy go na połówkę eklerki, przykrywając drugą. Obsypujemy cukrem pudrem.







Ebook Wielkanoc 2013
Przepis jest częścią projektu przygotowanego wspólnie z serwisem zPierwszegoTloczenia.pl Powyższą recepturę oraz 9 innych naszych propozycji, dedykowanych wielkanocnemu świętowaniu, znajdziecie w e-booku "Wielkanocna książka kucharska", której mamy przyjemność być współautorami.
Bierzcie z tego wszyscy, dzielcie się i przygotowujcie się na Tą, najważniejszą niedzielę w roku  :)

Książka dostępna jest do darmowego pobrania po kliknięciu w baner.

Zobacz także

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...